Abażurek :)


0 komentarzy
Prace trwają nadal. Był już początek oczyszczlni, był jej koniec, nie było środka.
Pomiędzy zbiornikiem, powiedzmy głównym, a tunelami zakopaliśmy przepompownię.


Całość jest pomyślana w ten sposób, że duży zbiornik i przepompownia są przed domem. Potek jest dłuuuuuuuga rura przez całą szerokość działki do tuneli na jej końcu.
Cała zabawa trwała 10 godzin. Upał panował niesamowity, termometr pokazał 33 stopnie. Norma. Inwestor strategiczny był w trzech miejscach jednocześnie i bynajmniej nie bujał się na łopacie, tylko ciężko zapitalał. Cud, że nie dostał udaru słonecznego. Panowie wysączyli kilka zgrzewek wody i jeden garnek grochówki :)
Na razie zalewamy duży zbiornik. Jak się zapełni będzie można włączyć przepompwnię i ... zobaczymy czy system działa. Cudownie jest móc korzystać z łazienki w domu. Nigdy nie przypuszczałam, że luksus posiadania kanalizacji wywoła u mnie stan bliski euforii.
Na koniec myśl technologiczna inwestora strategicznego ;)
Poś a właściwie przepompownia działa na prąd. Potrzeba więc kabelków dużo, również do kilku czujników napełnienia itp. Kabelki leżą sobie już w ziemi w arotach. Ale muszą mieć studzienkę. A studzienki gotowe drogie panie, oj drogie.
Strategiczny:
- kupił beczkę do kiszenia kapusty,
- wywiercił w niej dziury,
- zakopał w ziemi, doprowadzając wcześniej kable,
- zakręcił pokrywkę
TADAM!


I tyle. Idę podlewać kwiaty chłodną deszczówką z mojego podziemnego zbiotnika 
0 komentarzy
Tak, udało się. Przydomowa oczyszczalnia ścieków stała się faktem. A było to tak...
Pewnego lipcowego poranka (godz. 7.00), gdy we wsi kury piały, na podwórko przed Szczypówką zajechała kopareczka oraz takie coś.

Coś to HDS obciążony zbiornikiem oczyszczali (duże) oraz zbiornikiem na deszczówkę (mniejsze).
Po przywitaniu, fachowych pogaduchach ze strategicznym i wypiciu obowiązkowej kawy, koparkowy przystąpił do pracy.

A tu widać, dlaczego nie mamy domu z piwnicą. Po wykopaniu dołu NATYCHMIAST pojawiła się woda. Niepokoił nas, w związku z tym, brak jakiegoś wodoszczelnego mazidła na zbiorniku. Okazało się, że beton jest jakiś specjalny, super hiper nieprzemakalny.

Potem do pracy przystąpił operator dźwigu i umieścił betonowego kolosa w dziurze.


Czapeczka.


Na czapeczkę poszły kręgi studzienki rewizyjnej.

Brązowa rura to kanalizacyjna. Łączy to to z domem.

W tym czasie koparka pracowała już w następnych dwóch miejscach prawie jednocześnie. Kopała kolejną dziurę pod zbiornik na deszczówkę oraz zdjęła trochę ziemi w miejscu dla tuneli rozsączających.
Tu zbiornik na deszczówkę. Zbiera wodę z jednej rynny i jest już zapełniony w 3/4 - trochę u nas padało.

Tu koniec naszego poś czyli tunele. Idea jest taka, że będą rozprowadzały w gruncie tzw. wodę szarą. Nie mamy w pobliżu rowu, rzeki itp. a studnia chłonna nie wchodzi w grę (patrz zdjęcie dziury).




Tunele koparka zasypała żwirem - pamiętne 10 ton. Otuliliśmy całość włókniną a koparka ostatecznie przysypała wszystko ziemią. Powstał kopiec wys. ok. 1m. mam już co do niego pewne plany. Marzy mi się małe wszosowisko :)
0 komentarzy
0 komentarzy
0 komentarzy
0 komentarzy
0 komentarzy
0 komentarzy
0 komentarzy
0 komentarzy