4-6 czerwca.
W przerwie oczekiwania na okna postanowiliśmy zająć się szambem. Zdecydowaliśmy się na zwykłe szczelne żelbetonowe, bo na oczyszczalnię nie mamy miejsca, a plastikowe - jak to określili "szambiarze" wypłynęłoby u nas jak żółta łódź podwodna.
Zamówiliśmy zbiorniki w Jedlińsku pod Radomiem. Dwie "5",, czyli 10 tys. litrów. No cóż, kąpać się lubię. Wykopy jak zwykle spędzały mi sen z oczu. Obsypująca się ziemia, brak miejsca na odkład - wszystko trzeba było ładować na wywrotkę.

Wreszcie HDS mógł pokazać, co potrafi. Bajka. Co my byśmy bez niego zrobili, nie?.

I oba zbiorniki znalazły się tam, gdzie ich miejsce.

Potem jeszcze oczyściliśmy "pokoiki", usunęliśmy jakąś deszczówkę (nie chciałam jej przyjąć, choć była "za darmochę"), uszczeliniliśmy i można było przykrywać.

A potem wyrównywanie terenu - katorga! W życiu się tyle szpadlem nie namachałam..Aż dziw, że mogę dziś śmigać po klawiaturze.





Pobieranie komentarzy