Bardzo dawno nie zaglądałam na nasze forum. Ciągle jestesmy na etapie wykańczania wnętrz.Barkuje kasy na realizację pomysłów, a z półśrodków nie chciałabym jednak korzystać.Ostatnio zresztą mamy na głowie zupełnie inne problemy.
W zeszlym roku na strychu starego domku przeznaczonego do rozbiórki okociła się kocica, do której we wsi oczywiści nikt się nie przyznał. Miękkie serca mamy, więc trzy kociaki (a własciwie -o zgrozo! - kotki) pętały się po naszej budowie całe lato i jesień. Nawet zimę przeżyły bez szwanku, ale na wiosnę problem ukazał nam się zupełnie z innej strony. W marcu, choć śniegi jeszcze zalegały srogie - mieliśmy na swoim podwórku prawdziwe pandemonium kocurów.
Nigdy w życie kota nie miałam, więc pobuszowałam trochę po internecie i podjęliśmy decyzję - sterylizacja. Znaleźliśmy lekarza w okolicy, który zgodził się wysterylizować wszystkie trzy,choć dwie z nich to niereformowalne dzikusy. Udalo się złapać jedną z nich, druga - ta oswojona - przyszła sama.
Jestesmy własnie cztery dni po zabiegu i została nam jedna wysterylizowana kociczka. "Dzikuska" odeszła. Pomimo zamknięcia w klatce i fartuszka, który założyliśmy jej nie bez trudności, rozerwała szwy i otrzewną. Trzeba było zwierzątko uspić.
Podłe to wszystko i strasznie ciężko się do czegokolwiek zabrać.
Sorry, że nie w temacie budowy...





Pobieranie komentarzy