1 kwietnia rano Aga dostaje sms-a od Wesołej koleżanki - wiesz, że macie już pozwolenie? I to nie jest prima aprilis ;) Hurra! No to odbieramy :D Akurat Wielki Czwartek tego dnia, także po Świętach ruszymy dalej:)

A po Świętach... okazuje się, ze pozwolenie na budowę to jeszcze nie ostatni papierek, jak naiwnie myśleliśmy, który trzeba załatwić ;) Musimy zgłosić ropoczęcie budowy, do tego potrzebny nam już Kieronik Budowy - mamy poleconego, także no problem. Okazuje się, że skoro mamy instalację gazową to potrzebujemy dwóch kierowników - drugi od gazu, udaje się i tu spotkać z bardzo sympatyczną panią, która udziela nam wielu rad, których nie udzielił nikt wcześniej, więc większość już spóźniona. Trudno, człowiek uczy sie na błędach. I jeszcze kolejne mapki od Geodety i to już chyba w końcu wszystko:)
17 kwietnia to data, którą mamy w dokumentacji podaną, jako rozpoczęcie budowy i tegoż dnia następuje wytyczenie domu. Juz nie musimy sobie wyobrażać, gdzie i jak będzie stał dom, ale mniej wiecej to widzimy. Przy okazji duże zaskoczenie - różnica poziomów na działce wynosi 1,5m! W życiu byśmy nie pomyśleli, że aż tyle! Działka płaska, równa... gdzie tu te 1,5m? No ale wierzymy fachowcom;) Także w obniżonej części, praktycznie bez kopania możemy stanąć w piwnicy:) Decydujemy, że będziemy nadsypywać i podniesiemy teren.

29-30 kwietnia ruszają do akcji koparki - kopią dół, a całą resztę działki zasypują ziemią i piachem - ale wszystko to zostanie wykorzystane do podniesienia poziomu własnie, a nawet zabraknie ziemi.. Na razie ciężko to sobie wyobrazić.





Pobieranie komentarzy