Do niedawna to pojecie to była dla mnie abstrakcja. Zawsze myślałam, że dom na fundamentach stoi, a tu jeszcze coś, co zawsze koajrzyło mi się z wieloma innymi rzeczami, ale napewno nie z budową. Wykopy pod te ławy ruszyły u mnie w połowie czerwca. Trzeba było kilku silnych Ukraińców z kilofami, bo okazało się, że mój domek stanie na glinie (dzięki Bogu nie na glinianych nogach). Wykopali ładnie, majstry piknie oszalowali i czekamy na betoniarkę. Z obawami, niestety, bo dojazd na moją działeczkę nieszczególny. Droga utwardzona jedynie w planach na przyszłość. Dojechała jednak, ale i ni w cholerę nie mogła się wpasować na moje podwórko. Udało się, ale droga wyglądała, jakby przejechali po niej czterej pancerni i pies.


A potem piwnica ruszyła z kopyta.





Pobieranie komentarzy