Na początek więźba. Za drewno daliśmy ok. 3 tys. Dokładne dane mam w swoim kapowniku, ale ten "pilnuje" budowy. Bo ja jestem takim trochę niedzielnym bobem budowniczym. W tygodniu praca w mieście, a w KAŻDY weekend na wieś. Cieśla to najbardziej znany w okolcy fachman. Ciesielką jego rodzina zajmuje się z dziada pradziada. Zaufania trochę mam, bo kryli wszystkie chałupy w okolicy. I jakoś z żadnej wiatr nie zerwał czapeczki.
Gorzej było z wyborem pokrycia. Zanim zamówiliśmy więźbę, zastanawialiśmy się długo: blacha czy dachówka. Za blachą przemawiały niższe koszty, ale ja zawsze marzyłam o prawdziwej dachówce. Upatrzyłam sobie firmę w Radomiu na Kieleckiej, gdzie znalazłam cementowy euronit w klasycznej czerwieni z tzw. perłą za 1,93 zł sztuka. Długo się nie zastanawialiśmy. Zamówliśmy towar i ... ekipę dekarską, która zobowiązała się pokryć nasz domek jeszcze przed zimą.
I dotrzymała słowa.

Domek mógł ułożyć się do zimowego snu.





Pobieranie komentarzy