Postanowiliśmy wreszcie poważnie wziąć się za skarpę za domem. Odkładaliśmy to i tak zdecydowanie za długo. Przerażała nas perspektywa kopania i wycinania korzeni, którymi nasza góra usiana jest niczym świąteczne ciasto rodzynkami. Koniec końcem do najcięższej roboty zaprosiliśmy dwóch panów z sąsiedniego kraju. I tu chylę czoła przed Ukrainą, bo to co wydawało nam się nieosiągalne, zostało wykonane w ciągu jednego dnia.
Można było wylać fundament i postawić murek (a właściwie chiński mur) oporowy. Z bloczków betonowych i zdrowo zbrojony.
Tylko moja córcia dziwiła się, że nie budujemy domu, a coś za domem.
Zarys geo mojej skarpy:

Budowa 2 trwa:

I końca ni widać. Naprawdę budujemy chyba drugi dom





Pobieranie komentarzy