
Roboty budowlane utrudniały skutecznie opady deszczu ale udało się podłączyć już do sieci wodociągowej, ułożyć komletną instalację sanitarną,
ułożyć doziemny kabel zasilający w energię elektryczną, wykombinować pod garażem niewielką piwniczkę oraz wylać I posadzkę.
Nie ma to jak beton z gruchy - godzina i po sprawie. Najwięcej czasu zajęło zasypanie do wymaganego poziomu fundamentów (ok. 120 t podsypki...). Najgorsze już za nami, niebawem zaczną rosnąć mury ścian. Chociaż kto wie - ma nadejść fala upałów a na zaprawie termoizolacyjnej nie da się w takich warunkach murować.
Zaczynamy powoli "wychodzić" z ziemi... Planowaliśmy ustawić szalunki na całości i fundament zalać betonem z gruszki. Gdy jednak udaliśmy się do pobliskiego tartaku okazało się, że za 600 m2 deski 32 mm oraz 300 mb kanciaka i trochę łat do zbijania mniejszych szalunków trzeba zapłacić tylko 25000 zł
. Zastosowaliśmy więc wariant B, tj.: kupiliśmy trochę desek (za 3500 zł), z tego zbiliśmy parę uniwersalnych szalunków, narożniki murujemy z bloczków fundamentowych i słupki na długość desek i systematycznie z szalunkami przesuwamy się codziennie paręnaście metrów.
Wykonaliśmy też przyłącze kanalizacyjne. Dobrze, że studzienka jest bliziuteńko...


8 maja po 2 godzinach ławy zostały zalane...

Najważniejsze, że sympatyczny kierowca - operator gruchy z pompą wjechał przodem aż do wykopu; gdyby ustawił się na wzdłuż krawędzi jezdni byłby problem, 19 metrowe ramię nie sięgnęłoby do końca wykopu.

4 maja ustawiliśmy wymagane prawem tablice i ruszyliśmy z kopyta w 4 szpadle i kilof (glina, a niech ją...). Ma to jednak też i swoje plusy bo wykop jest stabilny bardzo i nie osypują się skarpy.

Po 3 dniach ciężkiej harówy wyykopy są gotowe do zalewania betonem...
Pobieranie komentarzy