WYGRALIŚMY!!! :D wygraliśmy :D jupiiiiiiiiiiiiiiii :)) sprawdzaliśmy wczoraj, czy nie ma wyników konkursu, ale nic nie było i dziś jakoś umknęło w natłoku spraw... a tu nagle niepozorny mail na poczcie i taka niespodzianka!!! Wygraliśmy! Duma aż rozpiera ;)

A w ramach dygresji zapomniałam ostatnio napisać, że wiemy już, jaki chcemy, żeby domek miał kolor:) Ale niech coś pozostanie niespodzianką;) Jedynie "weri" się już zdążyła Aga pochwalić, bo jak sie okazało nie jesteśmy odosobnieni w tym wyborze;)
Jeszcze raz hurrraaaaa :D
Padać jak na życzenie przestało zaraz następnego dnia po poprzednim wpisie:) Dzięki temu mogliśmy obserwować, jak dzień po dniu rosną ściany naszej piwnicy. W tej chwili są już w całości, także do środka dostajemy się już przez okno skacząc po ścianach jak spider-men czy no prawie ;)

Z małym opóźnieniem przywiesiliśmy tablicę budowy.

Postęp nastąpił także w dostawie mediów – mamy już również wodę.

W ubiegły weekend wybraliśmy się w bardzo miłe odwiedziny do „weri” i mieliśmy okazję zobaczyć naszą Finezję już w całości – z zadowoleniem stwierdziliśmy, że całkiem niezły projekt wybraliśmy:D:D
PS. I nieśmiało dodam tylko, że z niecierpliwością oczekują na rozstrzygnięcie konkursu :P
Robota rusza dalej - tzn. najpierw obserwujemy jak pojawiają się deski, a potem nagle z dych desek zostaje ułożony kształt, który wielokrotnie wcześniej widzieliśmy na papierze zatytułowany jako rzut naszego domu:) Mamy więc okazję do pierwszej wirtualnej wycieczki po naszym domu - "a tu będzie toaleta" stwierdza Aga;)" Piętro wyżej" poprawia Mariusz.

Równocześnie zostaje doprowadzony prąd i staje skrzynka z prądem, a w sumie nawet dwie. Natychmiast dorabiamy jedyny egzemplarz klucza, żeby przypadkiem nie zgubić, tak jak to się stało kilka dni wcześniej z kluczami z bramy i garażu :/

Po kilku dniach ławy zostają zalane - w sam raz przed nadejściem wielkich opadów - także polewanie betonu mamy z głowy, stwardnieje sam na amen ;)

Niestety i nas trochę zalało :( Ale jak na tak duże opady to wydaje nam się, że nasza piwnica nie prezentuje się źle... W każdym razie czekamy aż przestanie padać, wtedy nastąpi ciąg dalszy:)

1 kwietnia rano Aga dostaje sms-a od Wesołej koleżanki - wiesz, że macie już pozwolenie? I to nie jest prima aprilis ;) Hurra! No to odbieramy :D Akurat Wielki Czwartek tego dnia, także po Świętach ruszymy dalej:)

A po Świętach... okazuje się, ze pozwolenie na budowę to jeszcze nie ostatni papierek, jak naiwnie myśleliśmy, który trzeba załatwić ;) Musimy zgłosić ropoczęcie budowy, do tego potrzebny nam już Kieronik Budowy - mamy poleconego, także no problem. Okazuje się, że skoro mamy instalację gazową to potrzebujemy dwóch kierowników - drugi od gazu, udaje się i tu spotkać z bardzo sympatyczną panią, która udziela nam wielu rad, których nie udzielił nikt wcześniej, więc większość już spóźniona. Trudno, człowiek uczy sie na błędach. I jeszcze kolejne mapki od Geodety i to już chyba w końcu wszystko:)
17 kwietnia to data, którą mamy w dokumentacji podaną, jako rozpoczęcie budowy i tegoż dnia następuje wytyczenie domu. Juz nie musimy sobie wyobrażać, gdzie i jak będzie stał dom, ale mniej wiecej to widzimy. Przy okazji duże zaskoczenie - różnica poziomów na działce wynosi 1,5m! W życiu byśmy nie pomyśleli, że aż tyle! Działka płaska, równa... gdzie tu te 1,5m? No ale wierzymy fachowcom;) Także w obniżonej części, praktycznie bez kopania możemy stanąć w piwnicy:) Decydujemy, że będziemy nadsypywać i podniesiemy teren.

29-30 kwietnia ruszają do akcji koparki - kopią dół, a całą resztę działki zasypują ziemią i piachem - ale wszystko to zostanie wykorzystane do podniesienia poziomu własnie, a nawet zabraknie ziemi.. Na razie ciężko to sobie wyobrazić.

Odbieramy gotowe dokumenty od architekta i zawozimy je do Starostwa, wierząc, że to już ostatnia "papierkowa robota". Dzięki naszej Wesołej koleżance (niech pozostanie incognito na wszelki wypadek;) już po kilku dniach mamy wiadomość zwrotą - brakuje nam trochę dokumentacji by dostać pozwolenie na budowę. Architekt zawalił:/ No ale mamy dwa tygodnie na uzupełnienie wszystkiego, także dalej papierki...
17 stycznia czyli dokładnie 1,5 roku przed wybraną przez nas datą ślubu kupujemy projekt :):):) Finezja GL 41 - domek jednorodzinny, podpiwniczony z poddaszem użytkowym i dwustanowiskowym garażem.

Kilka dni później udajemy się do architekta - chcemy, żeby wprowadził nam kilka zmian w projekcie, no i przygotował wszystko do złożenia pozwolenia na budowę.

Minął misiac, dwa i prawie kończy się trzeci, także 29 grudnia uderzamy do Urzędu Miejskiego dowiedzieć się, co jest grane. Okazuje się, że dycyzja jest już dawno ustalona, ale przed wydaniem jej nam, muszą ją otrzymać wszyscy sąsiedzi. I tu jest problem - nie odebrał jej właściciel pasma z 21 hipotekami oraz... bardzo dobrzy znajomi Rodziców Mariusza, którzy również z nami graniczą. Podejmujemy się sami dostarczyć im do domu i po 15 minutach zgłaszamy się w urzędzie z potwierdzeniem odbioru. Dzień później mamy już dokument:)
Jakoś samoistnie zapada decyzja, że działka na Łowieckiej to będzie jednak "ta działka". Trzeba zacząć używać prawidłowej nazwy - czyli działka na Zielonej:) Paradoksalnie wjazd możliwy tylko od Łowieckiej, ale w papierach stoi Zielona. I lepiej brzmi:)
4 pażdziernika składamy wniosek o ustalenie warunków zabudowy i czekamy... Teoretycznie miesiąc w praktyce podobno dwa. Projekt domu już mniej więcej wybrany:)
Tak czy siak trzeba zająć się działką na Łowieckiej, gdyż na rzie jest to miejsce spotkań przy wódce dla kogoś, o czym świadczą pozostawione tam butelki. Także będzie wycinka drzew, wyrówannie terenu i potem teren zostanie ogrodzony. Najpierw wycinka - trzeba mieć zgodę itp itd, także na razie wycinamy, co mniejsze drzewa, mierzymy wszystkie pozostałe "w pasie" i składamy pozwolenie na wycinkę.

Przyglądamy się przy tym nadal tej działce... Nie jest zła... Ale w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu samochodowego i niedalekiej składowiska złomu. I nie za duża - 730 metrów, a my chcemy domek z dwustanowiskowym garażem. Ale skoro nie umiemy znaleźć nic lepszego, a przynajmniej nic lepszego w rozsądnej cenie, to tak na wszelki wypadek zaczynamy załatwiać pozwolenia na dostawę mediów, które są potrzebne do ustalenia warunków zabudowy. Najwyżej będzie kiedys do sprzedania działka już ze wszystkimi papierami.
Na koniec września stan jest następujący - na działce są ścięte wszystkie drzewa (także dąb, nad którym, żeśmy się długo wahali...), teren jest wyrównany i ogrodzony.

Płot na kolor zielony pomalowała firma "Fuszera" - czyli my! ;) W rogu działki stoi blaszany garaż, w którym będą składowane użyteczne przedmioty. Pomalowany przez tą samą firmę został ;)

Sprawy papierowe - mamy mapki, mamy wszystkie zapewnienia o dostawie mediów. Ponadto robiąc rundę po urzędach zdobyliśmy nastepującą wiadomość. Między naszą działką, a zakładem samochodowym znajduje się pas ziemi - marzyłoby nam sie powiększyć o niego działkę. Okazało się, że ten pas, ma na sobie bardzo dużo hipotek, aktualnie jeden z dłużników rozpoczął sprawę, więc prawdopodobnie pójdzie do licytacji. Może sie uda?
Szukamy i szukamy... Ostatnie strony tarnogógrskiej gazety "Gwarek" z ogłoszeniami dotyczącymy nieruchomości stały się naszą ulubioną lekturą ;) www.dom.gratka.pl www.naszDom.pl i tym podobne strony znamy już prawie na pamięć - szczególnie, że działki na nich się powtarzają... Tata Mariusza mówi pod nosem - "Wy się lepiej przyjrzyjcie Waszej działce na Łowieckiej". Przygladamy się... i szukamy dalej ;)
Oglądamy dwie działki, obydwie na osiedlu, na którym mieszkała Agnieszka. Fajne osiedle, wszędzie blisko, działki na obrzeżu:
1. Pierwsza - pod lasem - super! Niestety tylko przez pierwszą chwilę - okazuje się, ze las zabiera całę słońce... i działka praktycznie cały czas jest w cieniu. Odpada:/
2. Druga - mniej więcej w tym samym miejscu, ale dalej od lasu, także słonecza:) Wjazd bezpośrednio z głównej drogi, także bez ryzyka, że nie dojedziemy w zimę. Przystanek pod nosem - no ogólnie podoba nam się :) Zabieramy Rodziców, żeby Im pokazać. Rodzicom Mariusza podoba się również:) Złudzenia pryskają przy Rodzicach Agnieszki - Tata Agi uświadamia nam, że przez środek dizałki biegnie kanalizacja... Nie postawimy na niej domu - działka odpada:(
Pobieranie komentarzy
Ukryj komentarze
znamy te uczucie, super sprawa, jednak praca nie idzie na marne pozdrowionka