Dziwny jest ten rok. Dopóki dom rósł od fundamentów, działo się tyle, że nie nadążałam z dokumentowaniem budowy. Ale kiedy stanął w stanie surowym, robota też jakby stanęła. Niby wiadomo, co i jak i w jakiej kolejności, ale czas zaczął się wlec niczym żółw, a efekty jakieś takie mierne.
Przyszedł czas na tynki. Nie pamiętam, ale to chyba Baloo pisał, że to najgorszy etap budowy. Z kasą krucho, więc odważnie (i głupio) postanowiliśmy załatwić to sami. Miał nam dopomóc agregat tynkarski, który wypożyczyliśmy za darmochę. Zaczęliśmy od piwnic: tam i tak najciemniej, i nikt nie będzie się przyglądał zbyt natarczywie.
Zaczeliśmy, a jakże! I to na tyle. Trzeba będzie jednak zacisnąć pasa i wynając kogoś, kto się na tym zna. Mamy kartę przetargową - agregat, więc może i cena za metr będzie przystępna. Zobaczymy.
Zdjęć naszej ściany nie zamieszczam. Wstyd!.
Z drzwiami wejściowymi był niezły cyrk. Za duży wybór mamy na rynku - jak zwykle nie mogłam się na nic zdecydować W życiu nie przypuszczałam, że taka niezdecydowana jestem.
Skończyło się na zamówieniu drzwi u tego samego dystrybutora, który załatwiał nam okna, przez to dostaliśmy trochę rabatu. Decyzja zapadła po obejrzeniu katalogu. Więc drzwi tak naprawdę jeszcze na żywo nie widziałam. A już SĄ. Właśnie dostałam mms`a.

Hurrra! Wreszcie trochę rur w chałupie. Co prawda mój hydraulik strasznie się guzdrze, ale co chwila powiada: "będziesz zadowolona". Czekam więc cierpiliwie na efekt końcowy. A to wynik trzydniowej pracy:

Łazienka na dole

Stelaż pod kibelek

Łazieneczka na poddaszu

Miejsce na umywalkę

Ciepła, zimna i pod zmywarkę w kuchni.

I pion. Myslałam, że będzie bardziej schowany w ścianie, ale hydraulik mówi, że się zabuduje, a przynajmniej mury nie będą przemarzać.
Postanowiliśmy wreszcie poważnie wziąć się za skarpę za domem. Odkładaliśmy to i tak zdecydowanie za długo. Przerażała nas perspektywa kopania i wycinania korzeni, którymi nasza góra usiana jest niczym świąteczne ciasto rodzynkami. Koniec końcem do najcięższej roboty zaprosiliśmy dwóch panów z sąsiedniego kraju. I tu chylę czoła przed Ukrainą, bo to co wydawało nam się nieosiągalne, zostało wykonane w ciągu jednego dnia.
Można było wylać fundament i postawić murek (a właściwie chiński mur) oporowy. Z bloczków betonowych i zdrowo zbrojony.
Tylko moja córcia dziwiła się, że nie budujemy domu, a coś za domem.
Zarys geo mojej skarpy:

Budowa 2 trwa:

I końca ni widać. Naprawdę budujemy chyba drugi dom
Drewniane czy plastikowe? Przed rozpoczęciem budowy pytanie to bardzo często chodziło mi po głowie. Wiadomo - drewniane to klasa i styl, przytulność w chałupie i ogólnie ciepła domowa atmosfera. Plastiki - mniej roboty przy konserwacji. Wystarczy właściwie ścierka i dobry płyn do szyb.
Ale o wyborze zadecydowała w kluczowym momencie cena, niestety. Z początku myślałam, że w moim wymarzonym domku wszystko będzie "z najwyzszej półki". Akurat! Boże, jak ta budowa pochłania kasę!
Więc pcv. Ale chyba nie wyglądają najgorzej, co?

Z zewnątrz trochę gorzej:
No i się doczekaliśmy. Domek z oknami nabiera zupełnie innego charakteru. Zaczyna wyglądać jak dom, a nie jak kupa cegieł. Okna są takie jak sobie wymarzyłam, chociaż ta folia odbiera im cały urok. Nic to. Pojadę na weekend, to pozrywam.
Tak wygląda jedno z trzech w salonie:

A tak w kuchni (układ szprosów trochę inny, ale gdzie jest napisane, że wszędzie ma być taki sam:-)

A to okienko przy schodach na poddasze, Miało być dachowe, ale takie chyba lepsze:

Koszty budowy
- Okna (17 sztuk) z suchym montażem: 15000 zł
4-6 czerwca.
W przerwie oczekiwania na okna postanowiliśmy zająć się szambem. Zdecydowaliśmy się na zwykłe szczelne żelbetonowe, bo na oczyszczalnię nie mamy miejsca, a plastikowe - jak to określili "szambiarze" wypłynęłoby u nas jak żółta łódź podwodna.
Zamówiliśmy zbiorniki w Jedlińsku pod Radomiem. Dwie "5",, czyli 10 tys. litrów. No cóż, kąpać się lubię. Wykopy jak zwykle spędzały mi sen z oczu. Obsypująca się ziemia, brak miejsca na odkład - wszystko trzeba było ładować na wywrotkę.

Wreszcie HDS mógł pokazać, co potrafi. Bajka. Co my byśmy bez niego zrobili, nie?.

I oba zbiorniki znalazły się tam, gdzie ich miejsce.

Potem jeszcze oczyściliśmy "pokoiki", usunęliśmy jakąś deszczówkę (nie chciałam jej przyjąć, choć była "za darmochę"), uszczeliniliśmy i można było przykrywać.

A potem wyrównywanie terenu - katorga! W życiu się tyle szpadlem nie namachałam..Aż dziw, że mogę dziś śmigać po klawiaturze.
Koszty budowy
- Koparka: 700 zł
- Szambo: 3000 zł
Znudziła mi się ciągle ta sama odpowiedź na pytania moich znajomych: na jakim etapie znajduje się moja budowa. Stan surowy otwarty i stan surowy otwarty. I tak w kółko Macieju... Postanowiliśmy więc zrobić z niego stan surowy zamknięty. Za oknami rozglądaliśmy się już dawno, ale ciągle nie mogłam się zdecydować. Wszyscy namawiali mnie na okna z Krakowa, ale ostatecznie postanowiłam zainwestować w lokalne przedsiębiorstwo i zamówiłam!!!! (wreszcie) okna u miejscowego producenta na profilu Brugmanna. Kolor orzech dwustronny ze szprosami ( NIE złotymi). Cena trochę przerosła moje oczekiwania, ale zapomniałam, że samych balkonowych mam 6 (słownie sześć). Okienka już się produkują, a ja czekam niecierpliwie.
16.06.
W piątek umówiliśmy się na montaż okien. Nie mogę się doczekać, kiedy mój domek wreszcie nabierze charakteru. Co prawda, spać nie mogę - boję się, że nie będą takie jak sobie wymarzyłam. Mam koszmary, że okna są do du...., a ja siedzę w kącie i płaczę :-) Ale najważniejsze - do przodu, Bobie budowniczy. Otwory czekają.

Długi weekend. Dobrze, że Bodzio elektryk nie odpoczywa. Efekty są - wystarczy "wkręcić żarówkę". Zostały jeszcze alarmy i możemy brać się za następny etap. Wczoraj rozmawialiśmy z dwoma hydraulikami. Najciekawsze jest to, że co fachman to opinia.

Licznik na domu

Tablica rozdzielcza
Aha, jeszcze z wczorajszych robót - wreszcie pozbyliśmy się tulei szalunkowych. Kolumny wygladają tak sobie, ale Paweł mnie uspokaja, że będzie ok.
Nareszcie trochę dłuższa chwila oddechu od pracy i siedzenia za biurkiem, od którego garb rośnie i i ciśnienie. Dobrze chociaż, że gdy ja wykonuję tę swoją baaardzo potrzebną robotę, Bodzio - elektryk kończy elektrykę w Osince - moim domku na wsi. Jutro pojadę i ocenię:-) Podobno rozdzielnia już jest, a i warkocz przerzucony (cokolwiek to znaczy). Znów mały krok do przodu. Jezu, jak się cieszę....
Pobieranie komentarzy
Ukryj komentarze
Hej. rysiowa, aluzju nie panimaju:-)))
podziwiam odważnej decyzji ,ale w niektórych przypadkach faktycznie lepiej żeby zrobił to fachowiec bo s...yć coś to nie sztuka a tynki jednak rzecz istotna, ja sam to tylko zamiatam :( u nas pieniądze krdytowe były ograniczone juz daaawno sie skończyły i teraz na wszystko trzeba zarobić :( i tu zaczyna się prawdziwa walka z fachowcami oczywiście i z kasą pozdr i trzymam kciukasy
Chyba już doszłaś do siebie, bo widać Twoją owsikowatą aktywność :))
Tynki cementowo-wapienne. Na razie w piwnicy i garaż. Dzięki za życzenia zdrówka. Cosik za dużo w tym roku choruję.
A u Was jakie tynki? Czekamy na zdjęcia! Zdrowiej!
No co tam słychać? Odezwij się!
Ekipa tynkuje, a ja zdycham w domu na zapalenie oskrzeli. Może w weekend zobaczę jak im idzie? Bardzo bym chciała.
Jak idą tynki?
Udaję, że nie słyszę i nie widzę;-)
Ja też chcę zobaczyć. Nie może być przecież tak źle!